Polskie firmy mogą odegrać znaczącą rolę w budowie i utrzymaniu pierwszej elektrowni jądrowej. Eksperci podkreślają, że wymaga to jednak spełnienia rygorystycznych norm jakości, bezpieczeństwa i dostosowania do specyfiki sektora nuklearnego. Jak podkreśla odpowiedzialna za projekt spółka Polskie Elektrownie Jądrowe, coraz więcej firm deklaruje gotowość podnoszenia swoich kwalifikacji i zdobywania wymaganych certyfikatów. Zbudowanie zaplecza kadrowego jest jednak poważnym wyzwaniem, z którym borykają się także inne państwa w Europie.
– Możliwości udziału polskich firm w budowie elektrowni jądrowych są bardzo duże. Przez szereg ostatnich lat uczestniczyły one w różnych projektach infrastrukturalnych, w dużych inwestycjach niejądrowych, petrochemii, budowie kolei i wielu innych przedsięwzięciach. W związku z tym w zakresie wykonania urządzeń, infrastruktury czy konstrukcji budowlanych nasze firmy nie mają się czego wstydzić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Jerzy Niagaj z Łukasiewicza – Górnośląskiego Instytutu Technologicznego w Gliwicach.
Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Ile Polski w atomie?” wskazał, że na 100 badanych firm z sektora budowlanego, inżynieryjno-budowlanego i maszynowego 70 deklarowało, że posiadane przez nich doświadczenie w branży energetycznej może zostać wykorzystane w ramach projektu jądrowego. Co trzecia deklaruje doświadczenie z innych projektów w sektorze jądrowym za granicą. To właśnie te kompetencje bazowe mają się stać fundamentem dla wejścia krajowych przedsiębiorstw w bardziej wymagające prace jądrowe.
– Polskie firmy współpracują np. z francuskim przemysłem jądrowym, ponieważ jest tam duży program budowy i serwisowania elektrowni jądrowych. Francuzi wszystkiego zrobić sami nie mogą i część prac zlecają polskim firmom. Tym bardziej że w Polsce są też działy dużych francuskich korporacji, które wykonują te prace. Pewne doświadczenie więc jest, ale nie aż tak szerokie, jak potrzebne jest do realizacji naszego projektu – przekonuje ekspert Górnośląskiego Instytutu Technologicznego w Gliwicach.
Zapotrzebowanie na kompetencje jest ogromne. Zgodnie z szacunkami Polskich Elektrowni Jądrowych w kulminacyjnym momencie na placu budowy będzie pracować ponad 10 tys. osób. Problem kadrowy odczuwalny jest zresztą nie tylko w Polsce, która dopiero buduje swoją pierwszą elektrownię jądrową, ale także w innych częściach Europy.
– Wielu specjalistów, których mieliśmy przez lata, nie jest już młodych albo zmieniło branżę. Od lat nie było zbyt dużego zapotrzebowania na materiały i urządzenia do energii jądrowej i elektrowni atomowych. Specjaliści mogli więc przejść do innych branż, firmy mogły zakończyć działalność lub zostać wchłonięte przez inne spółki, tracąc wszystkie osoby zaznajomione z tematem i związane z tym doświadczenie – tłumaczy Russell Offringa, dyrektor operacji Bureau Veritas North America z Fort Worth w Teksasie.
Jak podaje PIE, co najmniej 40 proc. wartości pierwszej elektrowni jądrowej ma pochodzić od krajowych dostawców. Taki poziom lokalnego udziału oznacza znaczący potencjał dla rynku pracy i rozwoju przemysłu okołojądrowego. Eksperci podkreślają, że zdobyte teraz doświadczenia będą mogły zostać wykorzystane przy kolejnych projektach nuklearnych w kraju, np. małych reaktorach SMR, lub za granicą.
– Duże możliwości mamy w zakresie udziału firm budowlanych i mechanicznych, które będą wykonywać konstrukcje stalowe, np. zbiorniki i rurociągi. Szczególnie jeśli chodzi o elementy, które są na najniższym szczeblu tzw. safety related, czyli istotności dla bezpieczeństwa jądrowego. Jest to związane z szeregiem dodatkowych wymagań, które są stawiane tym firmom. Ale są pewne elementy, nawet te istotne dla bezpieczeństwa jądrowego, które są bardzo duże i nie sposób ich przewieźć z innej części świata, tylko trzeba je wykonać na miejscu. Nasze firmy mogą to zrobić, ponieważ mają doświadczenie – ocenia dr inż. Jerzy Niagaj. – Mamy wiele firm, które się zajmują wykonywaniem konstrukcji stalowych dla innych gałęzi przemysłu, więc dla jądrówki też mogą to zrobić, oczywiście po zdobyciu uprawnień i wdrożeniu systemów jakości specyficznych dla tego sektora. Małe zbiorniki ciśnieniowe, rurociągi, pompy, zawory – to wszystko jest w zasięgu naszych firm.
Eksperci przypominają, że bezpieczeństwo jądrowe wymaga ścisłej zgodności z regulacjami i wielopoziomowego nadzoru. We Francji czy USA standardem jest trzykrotna kontrola elementów reaktora, podczas gdy w energetyce konwencjonalnej wystarcza jedna. To jeden z powodów, dla których wejście do sektora jądrowego wymaga nie tylko umiejętności technicznych, lecz także zmiany kultury bezpieczeństwa (nuclear safety culture). W tym zakresie również potrzebne są specyficzne kompetencje, np. w zakresie monitoringu i nadzoru.
– Elektrownie muszą spełniać trzy główne funkcje bezpieczeństwa. Jedną z nich jest kontrolowanie radioaktywności, które umożliwia utrzymanie składników radioaktywnych i usunięcie ich z reaktora. W związku z tym jesteśmy zobowiązani do przestrzegania bardzo ważnych, ścisłych zasad w zakresie konstrukcji, produkcji i kontroli. W nadzorowaniu działalności elektrowni biorą udział francuski Urząd ds. Bezpieczeństwa Jądrowego i organizacje zewnętrzne, które przeprowadzają ocenę zgodności naszych działań z przepisami – wskazuje Frantz de la Burgade, kierownik techniczny Bureau Veritas France, jednej z największych światowych organizacji inspekcyjno-kontrolnych.
– Proces związany z tworzeniem wyposażenia do elektrowni atomowych jest bardzo trudny, złożony i obwarowany wieloma przepisami – każdy kraj ma inne przepisy w tym zakresie. To, co może być uznawane za wystarczające w Stanach Zjednoczonych, może nie być akceptowane w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Polsce albo innym kraju. Kolejnym wyzwaniem jest więc złożoność przepisów i procesów, przez które trzeba przejść. Jednak niezależnie od tego za każdym razem, gdy budujemy elektrownie i opracowujemy części do nich, musimy zadbać o bardzo wysoką jakość – mówi Russell Offringa.
Jak informowały w ubiegłym roku Polskie Elektrownie Jądrowe, od 2021 roku podpisano ponad 380 umów z polskimi firmami o łącznej wartości ok. 1 mld zł. Wśród realizowanych przedsięwzięć są m.in. realizacja drogi technicznej do MOLF (konstrukcji morskiej do wyładunku) przez Budimex czy remonty i modernizacja dróg w ramach pięciu umów ramowych. W styczniu konsorcjum Bechtel–Westinghouse, czyli generalny wykonawca inwestycji, wybrało Arabelle Solutions do dostarczenia systemów turbin parowych i generatorów do wszystkich trzech bloków elektrowni jądrowej w Choczewie. To jedne z kluczowych elementów systemu funkcjonowania elektrowni. Spółka Arabelle Solutions od lat współpracuje z wieloma krajowymi dostawcami elementów turbin, zaworów regulacyjnych czy konstrukcji spawanych. Dlatego jej wygrana w przetargu jest okazją do rozbudowy tzw. local content.
Zachętą dla polskich firm do włączenia się do łańcucha dostaw w projekcie atomowym ma być cały zestaw instrumentów finansowych i rozwojowych, m.in.: fundusze rozwojowe i pożyczki dostępne w instytucjach krajowych oraz regionalnych, programy wsparcia dla firm planujących wejście do sektora offshore i energetyki jądrowej, a także narzędzia doradcze i inicjatywy ułatwiające zwiększanie konkurencyjności.
Wspieraniem firm w budowaniu krajowego łańcucha dostaw zajmuje się m.in. Izba Gospodarcza Energetyki i Ochrony Środowiska, która współpracuje przy tym z PEJ. Jak wskazują jej przedstawiciele, w tym procesie przedsiębiorstwom potrzebne są nie tylko wysokie i wyspecjalizowane kompetencje, lecz również uproszczenie procedur, zwiększenie dostępności informacji o planowanych zamówieniach oraz stworzenie przewidywanych warunków udziału w łańcuchu dostaw.
Projekt budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, która powstanie w gminie Choczewo na Pomorzu, wchodzi w zaawansowany etap przygotowań. Na terenie przyszłego placu budowy trwają prace przygotowawcze. Toczą się także negocjacje głównej umowy wykonawczej z amerykańskim konsorcjum Bechtel–Westinghouse.
Źródło: Newseria
| REKLAMA |
| REKLAMA |
| REKLAMA |