Czy elektroenergetyka rozproszona może stanowić realną alternatywę dla elektroenergetyki konwencjonalnej? - ENERGETYKA JĄDROWA - GEOTERMIA - WODY GEOTERMALNE - OZE - ROZWÓJ ENERGETYKI - EMISJA CO2 - DWUTLENEK WĘGLA - MIROSŁAW GAJER - ELEKTROENERGETYKA ROZPROSZONA - ZBIGNIEW TYNENSKI - ZAKOPANE
Przedstawicielstwo Handlowe Paweł Rutkowski   Mouser Electronics Poland   PCBWay  

Energetyka, Automatyka przemysłowa, Elektrotechnika

Dodaj firmę Ogłoszenia Poleć znajomemu Dodaj artykuł Newsletter RSS
strona główna ARTYKUŁY Energetyka Czy elektroenergetyka rozproszona może stanowić realną alternatywę dla elektroenergetyki konwencjonalnej?
drukuj stronę
poleć znajomemu

Czy elektroenergetyka rozproszona może stanowić realną alternatywę dla elektroenergetyki konwencjonalnej?

Bezpośrednią motywację do napisania niniejszego artykułu stanowiła publikacja Zbigniewa Tynenskiego, zatytułowana „Rozbiór czy rozwój polskiej energetyki?”, która ukazała się w czasopiśmie Obywatel [1]. Autor tej publikacji m.in. poddaje silnej krytyce planowane trendy rozwoju krajowej elektroenergetyki. Już na wstępie krytyce poddane zostały opracowywane w ostatnich latach projekty dotyczące wychwytywania, a następnie zatłaczania pod ziemię emitowanego przez elektrownie dwutlenku węgla.

Koncepcja zatłaczania dwutlenku węgla pod ziemię

Przedstawiona w artykule [1] krytyka koncepcji zatłaczania pod ziemię dwutlenku węgla wydaje się ze wszech miar słuszna. Aby upewnić się co do całkowitej bezcelowości i bezsensowności tego typu przedsięwzięć, wystarczy przyjrzeć się odpowiednim danym liczbowym, z których jednoznacznie wynika, że jedynie organizmy żywe zamieszkujące naszą planetę w ciągu jednego roku wydalają do atmosfery, w wyniku procesów związanych z ich metabolizmem i oddychaniem, aż 200 mld ton dwutlenku węgla [2]. Do tego dochodzi jeszcze dodatkowa emisja dwutlenku węgla, np. w wyniku erupcji czynnych wulkanów oraz powstałych w sposób naturalny pożarów lasów, torfowisk i stepów. Warto zauważyć, że całkowita emisja dwutlenku węgla związana z gospodarczą działalnością człowieka wynosi ok. 25 mld ton, co stanowi ok. 12% emisji naturalnej.

Zakładając, że w przyrodzie przed nastaniem ery cywilizacji technicznej istniała prawie idealna równowaga, należy przyjąć, że rozważane 200 mld ton dwutlenku węgla było w ciągu roku pochłaniane przez rośliny zielone (w przeciwnym razie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze systematycznie by rosło, co bynajmniej nie miało miejsca). W rzeczywistości ok. 90% rozważanej ilości wydzielanego dwutlenku węgla jest pochłaniane przez morskie glony, a pozostała ilość, czyli zaledwie 10% przez rośliny lądowe [2]. Zasadniczy udział w bilansie dwutlenku węgla na Ziemi mają oceany, które pokrywają prawie 70% powierzchni naszego globu. W związku z tym np. ubytek powierzchni leśnych powstały wskutek gospodarczej i rolniczej działalności człowieka ma stosunkowo niewielki wkład do całkowitego bilansu dwutlenku węgla w przyrodzie (wbrew panującym w tej kwestii szeroko propagowanym obiegowym opiniom).

Można się oczywiście zastanawiać, jaki wpływ na bilans dwutlenku  węgla w przyrodzie ma zwiększenie jego emisji o 12% w stosunku do emisji naturalnej i czy jest to naprawdę wpływ istotny, czy też mieści się być może w przedziale zachodzących na przestrzeni kolejnych tysiącleci całkowicie naturalnych  fluktuacji, spowodowanych chociażby zachodzącymi nieustannie zmianami klimatycznymi, wywołanymi głównie zmiennym poziomem aktywności słonecznej oraz precesją orbity ziemskiej (obecnie Ziemia w okresie letnim znajduje się nieco dalej od Słońca niż ma to miejsce w okresie zimowym, ale za kilkadziesiąt  tysięcy lat sytuacja ta  ulegnie całkowitemu odwróceniu, co będzie skutkowało jeszcze bardziej upalnymi latami i znacznie ostrzejszymi zimami) [3].

Udzielenie odpowiedzi na tak postawione pytanie może nie być łatwe, ale za to odpowiedź na pytanie, jaki wpływ na globalny bilans dwutlenku węgla w przyrodzie może mieć zainstalowanie w naszym kraju niezwykle kosztownych urządzeń, które pozwolą na wtłoczenie pod powierzchnię ziemi w ciągu jednego roku co najwyżej kilkudziesięciu milionów ton dwutlenku węgla, jest wręcz dziecinnie proste. Rozważane kilkadziesiąt milionów ton w stosunku do 200 mld ton dwutlenku węgla krążącego w sposób naturalny w przyrodzie to przysłowiowa kropla wody w morzu (w rzeczywistości mniej niż jeden promil). W związku z powyższym należy uznać, że wpływ takich (niewątpliwie bardzo kosztownych) działań na globalny bilans dwutlenku węgla na Ziemi jest praktycznie żaden! A według danych zawartych w publikacji [1] są to działania niezwykle kosztowne, gdyż wydatki na tego rodzaju instalacje dla jednej elektrowni szacowane są na co najmniej 2,3 mld zł, do czego dochodzą jeszcze nieuniknione koszty eksploatacyjne, w  wysokości ok. 300 mln zł na rok.

Kwestie związane z wprowadzeniem energetyki jądrowej

W kolejnym punkcie autor pracy [1] kwestionuje zasadność budowy elektrowni atomowych w Polsce, gdyż jego zdaniem po prostu nie ma takiej potrzeby. Uzasadnia to m.in. w następujący sposób:

Poza tym przeprowadzone analizy dowodzą, że nie ma żadnych przesłanek wskazujących na nagły wzrost zapotrzebowania na energię ogółem, w tym na energię elektryczną w Polsce w latach 2010 –2030, który uzasadniałby konieczność budowy energetyki jądrowej”.

Z samą koncepcją rozwoju energetyki jądrowej w naszym kraju można oczywiście polemizować, ponieważ Polska nie ma własnych złóż uranu, natomiast mamy przecież bardzo bogate złoża węgla  kamiennego i brunatnego, co powinno stanowić przesłankę do oparcia krajowej energetyki raczej na rodzimych złożach surowców energetycznych, zamiast lansowania importu innych kosztownych  surowców energetycznych, jak np. uranu 235, których w kraju w ogóle nie mamy [4].

Budowa kolejnych elektrowni na węgiel brunatny lub kamienny byłaby z pewnością korzystniejsza również z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa energetycznego. Wypada także zauważyć, że budowa elektrowni jądrowej spowoduje powstanie kolejnych problemów związanych z koniecznością transportu i bezpiecznego składowania odpadów nuklearnych [5]. Jednak teza stawiana przez autora publikacji [1], zgodnie z którą w nadchodzących latach nie należy spodziewać się wzrostu  zapotrzebowania na energię elektryczną, jest mocno dyskusyjna. Trudno jest się z takim poglądem zgodzić w sytuacji, gdy nasycenie gospodarstw domowych różnego rodzaju sprzętem AGD i elektroniką użytkową systematycznie wzrasta. Obecnie w komputerach PC montowane są zasilacze o mocy przekraczającej już nawet 600 W, głównie z uwagi na fakt instalowania w komputerach coraz wydajniejszych obliczeniowokart graficznych, które są niezbędne chociażby dla nowoczesnych gier komputerowych, które stanowią swego rodzaju siłę napędową rozwoju współczesnej informatyki, wymuszając postęp również w innych dziedzinach, takich jak technologie półprzewodnikowe i projektowanie układów scalonych, technika mikroprocesorowa, algorytmy przetwarzania danych, grafika komputerowa itp.

Poza tym warto zwrócić uwagę, że w budowanych obecnie nowoczesnych osiedlach mieszkaniowych całkowicie rezygnuje się z instalacji gazowych, w związku z czym funkcjonowanie wszelkich urządzeń  zainstalowanych w mieszkaniach zależy od energii elektrycznej. W tym wypadku urządzeniami o  największej mocy są bez wątpienia kuchnie elektryczne, w przypadku których łączna moc piekarnika i czterech grzejników zainstalowanych na płycie górnej niejednokrotnie osiąga wartość przekraczającą  nawet 8 kW. Nic zatem dziwnego, że nowoczesne mieszkania charakteryzują się znacznie większym przydziałem mocy, osiągającym wartości od 12 do 18 kW. Jeśli porówna się to z przydziałem mocy w  starych mieszkaniach w blokach z lat 70., wykonanych w technologii tzw. wielkiej płyty, który w przypadku stosowanego wtedy powszechnie przyłącza jednofazowego wynosił zaledwie 4 kW, to trzeba  stwierdzić, że przyrost przydziału mocy przypadający na nowoczesne gospodarstwo domowe jest wręcz kolosalny.

Jednak według autora publikacji [1] dysponujemy jeszcze sporym zapasem mocy, gdyż możemy przeczytać, że:

Osobna kwestia to spożytkowanie nadmiaru mocy (ok. 30%) istniejących elektrowni
– moc zainstalowana to 34 tys. MW, a moc produkcyjna 26 tys. MW, a także udział OZE (odnawialnych źródeł energii) oraz wykorzystanie własnych zasobów energetycznych.

Na podstawie powyższego można wnioskować, że autor publikacji [1] nie odróżnia pojęć mocy  zainstalowanej od mocy dyspozycyjnej. Moc dyspozycyjna jest zwykle znacznie mniejsza od całkowitej mocy zainstalowanej wskutek tego, że zawsze pewna liczba bloków energetycznych jest wyłączona z procesu produkcji energii elektrycznej z powodu przeprowadzania okresowych przeglądów, napraw lub gruntownych remontów, bądź też na skutek występowania nieuniknionych stanów awaryjnych. Zatem wspomniany nadmiar mocy w wysokości 30% wydaje się być warunkiem koniecznym do poprawnego funkcjonowania systemu elektroenergetycznego i zapewnienia ciągłości dostaw energii [6]. Ponadto należy pamiętać, że nie jest rzeczą korzystną dla urządzeń energetycznych, gdy pracują one z mocą sięgającą 100% ich możliwości wytwórczych i przesyłowych, ponieważ w takiej sytuacji drastycznie zmniejsza się ich żywotność, spada wartość współczynnika sprawności cyklu przemian energetycznych, a w związku z tym zwiększa się prawdopodobieństwo wystąpienia stanów awaryjnych oraz nadmiernie rosną koszty produkcji energii [7].

W tym kontekście uzasadniony niepokój budzi jeszcze jedna kwestia. Mianowicie w ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju urządzenia klimatyzacyjne, które obecnie są montowane na ogromną skalę, dosłownie wszędzie, a nie można zapominać, że są to urządzenia o dość dużej mocy. Poza tym są one intensywnie eksploatowane głównie w okresie letnich upałów, czyli w czasie, gdy w wielu blokach energetycznych przeprowadza się okresowe remonty. Dlatego nadejście fali tropikalnych upałów w czerwcu bądź lipcu może spowodować, że wskutek gwałtownego zwiększenia się zapotrzebowania na energię elektryczną, w wyniku masowego stosowania urządzeń klimatyzacyjnych, po prostu nie będzie fizycznej możliwości, aby zapotrzebowaną moc w krajowych elektrowniach wytworzyć.

Perspektywy rozwoju odnawialnych źródeł energii

Remedium na zaistniałą sytuację autor publikacji [1]  upatruje przede wszystkim w wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii i rozproszonej generacji energii elektrycznej, co formułuje w następujący sposób:

Udział ten w następnych latach może się zwiększyć poprzez rozwój tzw. małej energetyki wiatrowej – opartej o wiatraki przydomowe, kominowe, lub nieco większe o osi pionowej, które nie stanowią zagrożenia dla ptaków, nie emitują hałasu czy fal elektromagnetycznych”.

Postawiona teza jawi się jako mocno dyskusyjna, bowiem poważną przeszkodą w powszechnym stosowaniu tego typu przydomowych urządzeń jest ich zbyt wysoka cena. Postawienie na domowym podwórku niewielkiego wiatraka to z pewnością wydatek co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych. Można retorycznie zapytać: kogo będzie na to stać?

Ponadto wydaje się, że autor publikacji [1] w ogóle nie uwzględnia dodatkowych kosztów związanych z eksploatacją tego typu urządzeń, a przecież nie wystarczy wiatrak wybudować, ale trzeba jeszcze regularnie ponosić dodatkowe koszty związane z jego okresowymi przeglądami, konserwacją, bieżącym usuwaniem różnego rodzaju usterek i awarii itp. Tego typu usługi wykonywane przez specjalistyczne firmy serwisowe nie są tanie i jest wątpliwe, aby indywidualni użytkownicy byli skłonni je systematycznie ponosić.

Nie można także zapominać o tym, że wiatr ma bardzo kapryśną naturę. Raz wieje mocniej, raz słabiej, a niekiedy przez dłuższy okres nie wieje w ogóle. Dodatkowo warto jeszcze zwrócić baczniejszą uwagę na następujący wzór, określający moc elektrowni wiatrowej w zależności od prędkości wiatru [4]

Moc elektrowni wiatrowej w zależności od prędkości wiatruWe wzorze vmax oznacza maksymalną dopuszczalną prędkość wiatru, przy której elektrownia wiatrowa może jeszcze pracować (wówczas jej moc osiąga również wartość maksymalną Pmax ). Maksymalna prędkość wiatru, przy której elektrownia jeszcze może pracować wynosi zwykle ok. 20 m/s. Przy  większych prędkościach wiatru elektrownia musi zostać bezwzględnie odstawiona z ruchu, ponieważ grozi to trwałym uszkodzeniem generatora i połamaniem łopat turbiny wiatrowej. Jak wynika z powyższego  wzoru, moc elektrowni wiatrowej zależy aż od trzeciej potęgi prędkości wiatru.  Gdyby moc generatora przydomowej elektrowni wiatrowej wynosiła np. 5 kW dla maksymalnej prędkości wiatru równej 20 m/s, wówczas zmniejszenie się prędkości wiatru do 10 m/s spowodowałoby zmniejszenie mocy generowanej przez tę elektrownię do wartości zaledwie 625 W. Jak widać, pożytek z przydomowej elektrowni wiatrowej może być jedynie w przypadku występowania częstych wiatrów o odpowiednio dużej  prędkości, co ma miejsce właściwie tylko na terenach nadmorskich. W pozostałych wypadkach pożytek z tego typu elektrowni będzie zapewne niewielki.

W kontekście zamieszczonych rozważań wydaje się, że  sielankowa wizja, w której każdy z mieszkańców produkuje sobie we własnym zakresie energię elektryczną za pomocą miniaturowych wiatraków zainstalowanych w przydomowym ogródku czy też na dachu domu, wydaje się mało realna do urzeczywistnienia. W sytuacji, gdy mała energetyka wiatrowa nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań, z publikacji [1] można dowiedzieć się, że:

Jest jeszcze  energetyka fotowoltaiczna; mimo obecnie wysokich kosztów inwestycyjnych (ok. 6 tys. euro/kW) i niskiej sprawności, rozwija się bardzo gwałtownie, ponieważ jest bezawaryjna, bezobsługowa i  bezemisyjna”.

Na wstępie wypada zauważyć, że nie ma urządzeń i systemów technicznych, które byłyby bezawaryjne, ponieważ każdy wytwór techniki ludzkiej jest zawodny i kiedyś z pewnością się zepsuje. Owszem, przypadki awarii ogniw fotowoltaicznych są stosunkowo rzadkie, jednak dojazd specjalistycznej ekipy serwisowej z oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów dużego miasta może być bardzo kosztownym przedsięwzięciem.

Jak widać, również w rozważanym przypadku rozwój rozproszonej energetyki opartej na ogniwach fotowoltaicznych napotyka istotną barierę cenową. Dla właścicieli domków jednorodzinnych wydatek kwoty 20 tys. zł za każdy zainstalowany kilowat mocy ogniw fotowoltaicznych w zdecydowanej większości wypadków jest nie do zaakceptowania. Ponadto energetyka fotowoltaiczna ma jedną poważną wadę, polegającą na tym, że energia elektryczna jest produkowana jedynie wtedy, gdy  wysoko nad horyzontem świeci słońce. Natomiast gdy jest ciemno (czyli wtedy, gdy zapotrzebowanie na energię jest stosunkowo największe), moc wydawana przez ogniwa fotowoltaiczne wynosi dokładnie zero. Zatem, gdyby ktoś chciał zaspokajać potrzeby energetyczne własnego gospodarstwa domowego jedynie za pomocą ogniw fotowoltaicznych, wówczas musiałby magazynować nadwyżki energii  elektrycznej wytworzonej w ciągu dnia, wykorzystując w tym celu akumulatory.

W tym miejscu można podjąć próbę oszacowania, jak wielka powinna być moc zainstalowanych ogniw fotowoltaicznych, aby były one w stanie pokryć całkowite zapotrzebowanie na energię elektryczną niewielkiego domku jednorodzinnego. Na potrzeby dalszych obliczeń załóżmy, że w rozważanym domku jednorodzinnym zużywa się 2000 kWh rocznie, co nie wydaje się wartością zbytnio wygórowaną. Przyjęcie takiego rocznego zużycia energii daje 5,5 kWh dziennie. Tyle energii zużywałby w ciągu 24 godzin odbiornik o mocy 229 W. Jednak zapotrzebowanie na moc w gospodarstwie domowym zmienia się nieustannie w dość szerokich granicach. Wystarczy tylko wyobrazić sobie sytuację, w której  jednocześnie włączony jest np. elektryczny podgrzewacz wody o mocy 2200 W, suszarka do włosów o mocy 1200 W, komputer PC o mocy 300 W, lodówka również o mocy 300 W oraz oświetlenie  pobierające łącznie moc 200 W (zapewne jedynie w przypadku zastosowania żarówek energooszczędnych).

Jak łatwo można policzyć, wszystkie wymienione urządzenia pobierają łącznie moc 4200 W. Aby można było zapewnić odpowiedni komfort korzystania z urządzeń elektrycznych, należy przyjąć, że przydział mocy dla rozważanego domku jednorodzinnego powinien wynosić minimum 5 kW. Tyle też powinna  wynosić moc przetwornicy DC/AC, która z prądu stałego pobieranego z baterii akumulatorów wytwarza prąd przemienny, który służy już do bezpośredniego zasilania domowych urządzeń elektrycznych.

Aby ogniwa fotowoltaiczne mogły pracować z pełną mocą, słońce musi znajdować się odpowiednio wysoko nad horyzontem. Stwarza to pewne problemy, zwłaszcza w okresie zimowym. Na przykład w grudniu słońce znajduje się dostatecznie wysoko nad horyzontem jedynie przez około cztery godziny.  Zatem w ciągu rozważanych czterech godzin ogniwa fotowoltaiczne muszą wytworzyć tyle energii, aby po jej zgromadzeniu w bateriach akumulatorów wystarczyło jej na pozostałe godziny doby.

Zakładając sprawność cyklu magazynowania energii elektrycznej w postaci energii elektrochemicznej akumulatorów i jej ponownego odzysku na poziomie 60%, dla przyjętego w rozważanym domku jednorodzinnym dobowego zużycia energii otrzymujemy ilość energii koniecznej do zmagazynowania w baterii akumulatorów, wynoszącą 9 kWh. Ponieważ podana ilość energii w miesiącach zimowych musi zostać wytworzona w najgorszym wypadku w ciągu zaledwie czterech godzin, moc zainstalowanych  ogniw fotowoltaicznych powinna wynosić przynajmniej 2,25 kW, co po uwzględnieniu danych podanych w publikacji [1] daje koszt takiej instalacji fotowoltaicznej na poziomie około 50 tys. zł.

Ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ do magazynowania wytworzonej w ciągu dnia energii elektrycznej konieczne są akumulatory. W przypadku zastosowania akumulatorów o napięciu 12 V można policzyć, że w celu zmagazynowania 9 kWh energii ich pojemność powinna wynosić 750 Ah, czemu odpowiada  łączna pojemność ponad 12 dużych akumulatorów samochodowych o pojemności 60 Ah każdy.

Jeśli uwzględni się, że czas życia akumulatorów jest ograniczony i wynosi co najwyżej około pięciu lat, a ponadto akumulatory dość szybko tracą pojemność wraz z ich starzeniem się, to całe przedsięwzięcie związane z wykorzystaniem ogniw fotowoltaicznych do przydomowej produkcji energii elektrycznej wydaje się być bardzo kosztowną zabawą – można wręcz powiedzieć fanaberią dostępną jedynie dla osób bardzo zamożnych, w związku z czym nie może być postrzegane jako realna alternatywa, dostępna dla szerokich mas społecznych.

Jednak autor publikacji [1] wskazuje na kolejne możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii, gdyż możemy m.in. przeczytać, że:

Możliwe są także rozwiązania hybrydowe – fotowoltaika, małe wiatraki, geotermia niskotemperaturowa, pompy ciepła, wykorzystanie biomasy i inne rozwiązania techniczne, stosowane jednocześnie z programem oszczędzania energii, mogą w  krótkiej perspektywie stać się głównym alternatywnym rozwiązaniem dla obiektów rozproszonych, jak budownictwo jednorodzinne, gospodarstwa rolne, drobny przemysł, administracja”.



 

Ponieważ kwestie związane z fotowoltaiką oraz małymi wiatrakami zostały już omówione, pora przyjrzeć się geotermii niskotemperaturowej. Dobrym przykładem w tym względzie jest Zakopane, gdzie geotermia bywa wykorzystywana do ogrzewania budynków już od kilkunastu lat. Warto jednak zwrócić uwagę na następujące fakty. Pozyskana ze źródeł geotermalnych gorąca woda jest tłoczona rurociągiem na odcinku 13 km, z czym wiążą się nieuniknione straty ciepła, skutkujące znacznym obniżeniem jej temperatury. Ponadto tłoczenie gorącej wody w kierunku Zakopanego, które położone jest na większej wysokości nad poziomem morza niż źródła geotermalne, wymaga nieustannej pracy pomp napędzanych silnikami elektrycznymi o sporej mocy. Ponadto uważny obserwator zapewne zwrócił uwagę na biały dym wydobywający się z dwóch wysokich kominów u podnóża Gubałówki, bowiem właśnie tam znajduje się duża kotłownia gazowa o mocy 40 MW, która podgrzewa wodę dostarczaną ze źródeł geotermalnych do odpowiedniej temperatury. Jak widać, aby geotermia w Zakopanem mogła działać, konieczne jest pozyskanie dużych ilości energii ze źródeł konwencjonalnych (energii elektrycznej do napędu pomp oraz gazu ziemnego do dodatkowego podgrzewania wody).

Z zamieszczonej powyżej analizy wynika, że energia geotermalna jest jedynie swego rodzaju dodatkiem, a jej udział w całym bilansie energetycznym (wraz ze zmniejszaniem się temperatury wody pozyskiwanej ze źródła geotermalnego) jest proporcjonalnie mniejszy, co stawia opłacalność geotermii  niskotemperaturowej pod sporym znakiem zapytania.

Podobna uwaga dotyczy pomp ciepła, które działają podobnie jak domowa lodówka, tyle tylko, że w przypadku pompy ciepła zamrażalnik jest zakopany na odpowiedniej głębokości pod powierzchnią gruntu, a rolę chłodnicy lodówki pełni zainstalowany w pomieszczeniu kaloryfer. W ostatecznym bilansie pompa ciepła sprawia, że energia cieplna przepływa z gruntu (obszar o niższej temperaturze) do pomieszczenia (obszar o wyższej temperaturze), zupełnie na tej samej zasadzie, jak w przypadku zwykłej lodówki  energia cieplna przepływa z zimnego zamrażalnika do umieszczonej z tyłu lodówki ciepłej chłodnicy. Jednak należy zauważyć, że aby pompa ciepła mogła działać, konieczne jest nieustanne dostarczanie  energii elektrycznej do silnika napędzającego jej agregat. Również i w tym wypadku energia elektryczna pochodząca ze źródeł konwencjonalnych okazuje się nieodzowna.

Podsumowanie

Artykuł niniejszy w wielu punktach stanowi polemikę z tezami zaprezentowanymi w publikacji [1]. W świetle przytoczonych faktów perspektywa zastąpienia konwencjonalnej elektroenergetyki przez elektroenergetykę rozproszoną, opartą głównie na odnawialnych zasobach energii wydaje się być nierealistyczną mrzonką. Oczywiście, można zawsze powiedzieć, że jeśli mamy wolność słowa, to przecież każdy może w zasadzie bez jakichkolwiek ograniczeń wyrażać swoje opinie i poglądy na różne sprawy – w tym również te dotyczące przyszłego rozwoju krajowej elektroenergetyki. Jednak mimo wszystko wydaje się, że szerzenie tego rodzaju utopijnych wizji, w przypadku których każde gospodarstwo domowe już w niezbyt odległej przyszłości uzyska pełną autonomię energetyczną i będzie w stanie wyprodukować wystarczające na zaspokojenie jego potrzeb ilości energii elektrycznej, jest w pewnym sensie groźne. Dzieje się tak dlatego, że propagowanie tego rodzaju błędnych idei może przyczynić się do narastania i tak sporych już zaniedbań w rozwoju krajowej elektroenergetyki konwencjonalnej (po co  budować nowe elektrownie węglowe, skoro już niedługo wszyscy będziemy mieli miniaturowe wiatraki w ogródkach i ogniwa fotowoltaiczne na dachach). Oby za jakiś czas – po dłuższym okresie karmienia się mrzonkami o energetyce rozproszonej, nie doszło do sytuacji, w której wskutek zaniedbań w  energetyce konwencjonalnej wystąpi (np. podczas mroźnych zimowych wieczorów), znaczny deficyt mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym, który spowoduje konieczność przymusowych  wyłączeń wybranych grup odbiorców.

Niestety, wiele na to wskazuje, że propagowanie idei elektroenergetyki rozproszonej kosztem rozwoju elektroenergetyki konwencjonalnej już w niezbyt odległej przyszłości może spowodować powrót do sytuacji z początku lat 80. ub.w., gdy przymusowe wyłączenia odbiorców indywidualnych były na  porządku dziennym. Oby taka ponura wizja nigdy się nie urzeczywistniła...

 

LITERATURA:
[1] Tynenski Z.: Rozbiór czy rozwój polskiej energetyki? Obywatel 2010 nr 4
[2] Villee C.A.: Biologia. Wydawnictwo KESAN, Kaunas 1991
[3] Stodółkiewicz J.S.: Astrofizyka ogólna z elementami geofizyki. PWN, Warszawa 1977
[4] Marecki J.: Podstawy przemian energetycznych. WNT, Warszawa 2000
[5] Laudyn D., Pawlik M., Strzelczyk F.: Elektrownie. WNT, Warszawa 2000
[6] Kremens Z., Sobierajski M.: Analiza systemów elektroenergetycznych. WNT, Warszawa 1995
[7] Kujszczyk S. i in.: Elektroenergetyczne układy przesyłowe. WNT, Warszawa 1997

 

Autor: dr inż. Mirosław Gajer
Katedra Automatyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

REKLAMA

Otrzymuj wiadomości z rynku elektrotechniki i informacje o nowościach produktowych bezpośrednio na swój adres e-mail.

Zapisz się
Administratorem danych osobowych jest Media Pakiet Sp. z o.o. z siedzibą w Białymstoku, adres: 15-617 Białystok ul. Nowosielska 50, @: biuro@elektroonline.pl. W Polityce Prywatności Administrator informuje o celu, okresie i podstawach prawnych przetwarzania danych osobowych, a także o prawach jakie przysługują osobom, których przetwarzane dane osobowe dotyczą, podmiotom którym Administrator może powierzyć do przetwarzania dane osobowe, oraz o zasadach zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych.
Komentarze (2)
Dodaj komentarz:  
Twój pseudonim: Zaloguj
Twój komentarz:
dodaj komentarz
No avatar
NEO
Uzupełnienie jestem zwolennikiem energetyki jądrowej tak ..... ale niechciałbym mieszkać w pobliżu takiej elektrowni Czernobyl to błąd ludzi ,wiele wskazuje że japonia też ....brak zaufania do do technologojii nie ....do LUDZI,TERORYSTÓW ,KATAKLIZMÓW
No avatar
NEO
pozwole sobie wyrazić nieco inne poglądy ,odrzućmy poziom myślowy obecny potrzeba nam przełomu ,od stu lat wytwarzamy energie na zasadzie rotor stator inne energie fotovoltliczne/ja je nazywam bezposrednie /nie oferuja nam własciwych mocy mozemy iśc dwu kierunkowo szukać nowych żródeł energii /na razie brak rewolucji albo radykalnie zmiejszać pobór mocy i tu sa pewne sukcesy/ technologia led oled itd
/zwolennicy zielonej energii dochodzą do poziomu abstrakcji / wg mnie aby wipić szklanke mleka nie trzeba kupować mleczarni zadam krótkie pytanie jakie sa straty na liniach wn ,sn ,nn z tytułu brudnych izolatorów ....nie oczekuje odpowiedzi znam te dane
$nbsp;
REKLAMA
Nasze serwisy:
elektrykapradnietyka.com
przegladelektryczny.pl
automatykairobotyka.pl
budowainfo.pl