- Minister finansów i gospodarki nie podpisał rozporządzenia o warunkach technicznych budynków, które od 20 września 2026 r. miało m.in. uregulować montaż magazynów energii.
- Przez 18 miesięcy inwestorzy mogą projektować według dotychczasowych przepisów.
- Według Agencji Rynku Energii w połowie 2026 r. w Polsce działało 49 magazynów energii o mocy od 50 kW do 10 MW. Rok wcześniej było ich 23.
- Firma, która chce ubezpieczyć magazyn energii, przechodzi ocenę ryzyka u ubezpieczyciela. Liczą się w niej m.in. odległość od innych budynków i detekcja wodoru.
Nowe warunki techniczne dla budynków miały od 20 września 2026 r. określić, gdzie i jak montować magazyny energii. Minister nie podpisał jednak rozporządzenia, a Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiedziało dalsze prace nad jego treścią. Zgodnie z nowelizacją ustawy – Prawo budowlane przez 18 miesięcy inwestorzy mogą projektować według przepisów z 2002 r. Tymczasem magazynów średniej wielkości przybywa. Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że ich pojemność wzrosła w ciągu roku z niecałych 12 MWh do 165 MWh. Zestawienie nie obejmuje jeszcze pierwszych wielkoskalowych magazynów bateryjnych, które w tym roku trafiają do sieci.
– W przepisach wciąż brakuje jednolitych, szczegółowych wymagań dla magazynu energii, zwłaszcza tego ulokowanego wewnątrz budynku. Projektant i rzeczoznawca do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych sami oceniają, co wystarczy. Ubezpieczyciel patrzy na tę samą instalację od strony najgorszego scenariusza. Pytamy, co się stanie, gdy w jednym ogniwie zacznie się niekontrolowany wzrost temperatury, czyli tzw. ucieczka termiczna (ang. thermal runaway). Taki pożar gasi się trudno, a ogień potrafi wrócić po wielu godzinach. Magazyn stojący przy hali produkcyjnej może przenieść go na cały zakład – mówi Grzegorz Templin, kierownik Zespołu Inżynieryjnej Oceny Ryzyka w SALTUS Ubezpieczenia.
Lista kontrolna zamiast rozporządzenia
Ubezpieczyciele oceniają magazyny energii z bateriami litowo-jonowymi o pojemności powyżej 20 kWh według zbliżonych zasad. Opierają się przy tym m.in. na amerykańskiej normie NFPA 855, wytycznych FM Global i niemieckich wytycznych VdS. Grzegorz Templin wymienia wymagania, które inżynier oceny ryzyka sprawdza najczęściej:
- magazyn stoi poza terenami zalewowymi, osuwiskowymi i podmokłymi,
- magazyn ustawiony na zewnątrz dzieli od innych budynków co najmniej 10 m. Jeśli stoi bliżej, oddziela go ściana, która wytrzymuje pożar przez co najmniej dwie godziny (klasa odporności ogniowej REI 120),
- magazyn wewnątrz budynku ma osobne pomieszczenie, którego ściany i stropy wytrzymują pożar przez co najmniej cztery godziny (klasa REI 240),
- czujniki wodoru uruchamiają alarm i wentylację awaryjną, gdy stężenie gazu sięga 10% dolnej granicy wybuchowości. To dziesięć razy mniej niż najniższe stężenie, przy którym mieszanina wodoru z powietrzem może wybuchnąć,
- system zarządzania baterią (BMS), czyli elektronika, na bieżąco mierzy m.in. temperaturę i poziom naładowania modułów,
- raz w roku magazyn przechodzi przegląd, w którym kamera termowizyjna wychwytuje przegrzane elementy.
Do tego dochodzą stałe urządzenia gaśnicze, plan reagowania awaryjnego z praktycznym szkoleniem i zbiornik na wodę gaśniczą, żeby skażona woda nie przedostała się do gruntu. Ocenę poprawia też gwarancja producenta i podpisana umowa serwisowa. Przy dużych instalacjach ubezpieczyciele oczekują też podziału na kompleksy do 500 m², oddalone od siebie o co najmniej 10 m.
– Wszystkie te zasady stosujemy w SALTUS Ubezpieczenia jako dobre praktyki. Zapytań o magazyny energii i hale z bateriami przybywa, choć to przyrost stopniowy, a nie lawinowy. Magazyn energii o pojemności do 250 kWh, który jest częścią instalacji fotowoltaicznej, może wejść do zakresu ubezpieczenia instalacji fotowoltaicznej od uszkodzeń. Większe instalacje oceniamy indywidualnie, na wniosek brokera. Po ocenie ryzyka możemy objąć je ochroną samodzielnie albo podzielić się ryzykiem z innym ubezpieczycielem. To koasekuracja, czyli wspólne ubezpieczenie jednego ryzyka przez kilku ubezpieczycieli, z których każdy odpowiada za swoją część – tłumaczy Grzegorz Templin z SALTUS Ubezpieczenia.
Najtrudniejszy przypadek to magazyn w hali
Projekt rozporządzenia w sierpniu trafił do notyfikacji Komisji Europejskiej. Przewiduje m.in. limit 600 kWh łącznej pojemności magazynów w jednej strefie pożarowej budynku, który nie służy wyłącznie jako magazyn energii. Wymagania ubezpieczycieli idą w tę samą stronę. Magazyn wewnątrz budynku stoi w pomieszczeniu wydzielonym przeciwpożarowo, z dostępem dla straży pożarnej.
Branża magazynowania energii chce z kolei, żeby nowe przepisy uwzględniały specyfikę technologii bateryjnych. Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii powołało też Komisję Ekspertów ds. Wymagań Ochrony Przeciwpożarowej Magazynów Energii.
Dokumenty przesądzają o tempie uzgodnień
Ocena ryzyka magazynu energii opiera się na dokumentach. Ubezpieczyciel prosi o certyfikaty ogniw i całego systemu, kartę charakterystyki środka gaśniczego oraz opis tego, jak detekcja uruchamia gaszenie. Brak któregoś z nich zmusza go do przyjęcia najgorszego wariantu. Te same generatory aerozolu gaśniczego mogą zostać uznane za samodzielne urządzenia albo za część sterowanego systemu detekcji i gaszenia. O tym, którą wersję zobaczy ubezpieczyciel, decyduje opis w dokumentacji.
– Przepisy w końcu się pojawią, a magazyny energii powstają już dziś. Do tego czasu o bezpieczeństwie instalacji decyduje jakość projektu i oceny ryzyka. Z naszego doświadczenia wynika, że projekty najczęściej zatrzymują się z powodu braków w dokumentacji. Sama technologia rzadko jest problemem. Dlatego do rozmowy z ubezpieczycielem albo brokerem najlepiej usiąść na etapie projektu, a nie po zakupie urządzeń. Zmiana na papierze kosztuje mniej niż przebudowa gotowego pomieszczenia – dodaje Grzegorz Templin.
Źródło: SALTUS Ubezpieczenia