W Polsce coraz większe znaczenie mają praktyczne zastosowania technologii kosmicznych, a zwłaszcza danych satelitarnych oraz usług nawigacji, pozycjonowania i synchronizacji czasu – wynika z raportu Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) podsumowującego stan rozwoju badań i wykorzystania przestrzeni kosmicznej w Polsce w 2025 roku. Aby jednak zwiększyć rolę sektora kosmicznego w gospodarce, jego przedstawiciele zwracają uwagę na konieczność podjęcia większego ryzyka w finansowaniu projektów badawczych i zamawiania polskich rozwiązań.
– Sektor kosmiczny daje gospodarce nowe miejsca pracy i rozwój technologii. W przypadku Polski buduje się nowy sektor gospodarczy. To też tłumaczy w dużej mierze zainteresowanie inwestorów, ponieważ jest takie poczucie, że finansujemy rozwój przyszłości, finansujemy coś, co może dziś jest małe, ale dynamicznie się rozwija i będzie bardzo ważne w przyszłości, będzie istotną częścią gospodarki, więc warto tu być. To jest dobra percepcja – ocenia Piotr Mierzejewski, prezes Thorium Space, polskiej spółki deep-tech rozwijającej technologie komunikacji satelitarnej. – Przed tym sektorem jest szereg wyzwań kosztowych, organizacyjnych, związanych z dostępem do surowców i technologii. Natomiast wyzwania są po to, żeby je przezwyciężać.
Jak wynika z danych przytoczonych w analizie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, wartość globalnego rynku kosmicznego w 2024 roku była szacowana na 418–613 mld dol., a do 2035 roku może osiągnąć nawet 1,7 bln dol. Światowy sektor przechodzi transformację napędzaną nowymi modelami biznesowymi, która wynika m.in. z większej obecności na rynku podmiotów prywatnych, które świadczą usługi na rzecz sektora publicznego. Globalna zmiana sposobu funkcjonowania sektora otworzyła nowe możliwości przed podmiotami krajowymi. NCBR wskazuje, że wartość krajowego rynku sięgnęła w 2024 roku ok. 2 mld zł, a w sektorze działa już ponad 400 firm i 15 tys. specjalistów. W Polsce rozwijają się nie tylko firmy technologiczne, ale także potencjał naukowy. Około 50 jednostek badawczych zajmuje się tą tematyką regularnie, a 30 sporadycznie.
W Polsce wciąż środki publiczne odgrywają ważną rolę w finansowaniu badań. Są to zarówno środki zagraniczne, jak i krajowe. Te pierwsze pochodzą przede wszystkim z Komisji Europejskiej i Europejskiej Agencji Kosmicznej.
– Obecność w ESA jest bardzo pozytywnym elementem, pomocnym dla rozwoju sektora. To organizacja, która przenosi doświadczenia, wspiera w projektach, zwłaszcza firmy, które wchodzą na rynek, nie mają długoletnich doświadczeń albo chcą otworzyć nowy kierunek działania. To nie jest tylko finansowanie czy sposób prowadzenia projektów, ale też możliwość kontaktu z ekspertami, z osobami, które wiele lat przepracowały w danej dziedzinie i bardzo chętnie dzielą się tą wiedzą, pomagają rozwiązywać problemy, dają cenny feedback na temat rozwiązań, które my dostarczamy – mówi Piotr Mierzejewski.
Z raportu POLSA wynika, że polskie przedsiębiorstwa i jednostki naukowe realizowały w 2025 roku łącznie 133 kontrakty ESA. Ich wartość wyniosła 83,8 mln euro, z czego 41,3 mln euro przypadało na programy obowiązkowe. W obszarze obserwacji Ziemi realizowano 21 kontraktów, w które zaangażowanych było 15 podmiotów. Projekty obejmowały m.in. tworzenie algorytmów służących do przetwarzania obrazów czy wsparcie misji satelitarnych.
Raport wskazuje, że Polska dysponuje już faktyczną i rosnącą bazą organizacyjną oraz technologiczną zdolną do włączania się w międzynarodowe łańcuchy dostaw i aktywnego uczestnictwa w programach ESA, jednak dalszy rozwój sektora będzie zależał od zdolności do przechodzenia z poziomu uczestnictwa projektowego do poziomu integracji systemowej i przywództwa technologicznego. Kluczowe znaczenie będzie miało zatem wspieranie podmiotów zdolnych do realizacji projektów o dużej skali oraz rozwój specjalizacji w segmentach o największym potencjale strategicznym i gospodarczym.
– Aby zwiększyć rolę sektora kosmicznego w gospodarce, trzeba ponieść ryzyko jego finansowania. Mówię tu nie tylko o projektach badawczych, rozwojowych, związanych z rozwojem produktu, ale też o ryzyku zamawiania polskich rozwiązań w tym sektorze – mówi prezes Thorium Space. – Niestety bardzo popularnym kierunkiem działania jest pomoc polskim firmom we wchodzeniu w łańcuchy dostaw firm zachodnich. Jest to droga bardzo trudna do przejścia. Te łańcuchy dostaw są często od kilkudziesięciu lat niezmienne, bazują na zaufaniu partnerów. W sytuacji, w której któryś element nie zadziała, konsekwencje mogą bardzo dużo kosztować, dlatego jest duża niechęć do zmian tych łańcuchów.
Polski sektor kosmiczny rośnie, ale potrzebuje nowych zleceń
Jak podkreśla ekspert, globalne przedsiębiorstwa wymagają od swoich partnerów tzw. flying heritage, czyli udokumentowanego doświadczenia technologii w rzeczywistych misjach kosmicznych. Szereg polskich firm nie jest jeszcze na takim poziomie rozwoju, co prowadzi do ich wykluczenia z wyścigu po zlecenia.
– Ta sfera – jak od firm kupować i umożliwiać im rozwój produktów, ale też zdobywać doświadczenia – jest moim zdaniem obszarem, który wymaga bardzo dużej troski i zaplanowania systemu, który by ten rozwój wspierał. Z tym wiąże się ryzyko, że jeżeli będziemy wtłaczani w cykle produkcyjne zachodnich firm, zawsze będziemy poddostawcami elementów, a dzisiaj naprawdę mamy potencjał, żebyśmy sami tworzyli całe systemy. Byłoby to dużo większą wartością dla kraju i gospodarki, wytworzyłoby więcej nowych miejsc pracy i pozwoliło osadzić tutaj większą część marży – uważa ekspert.
Zapotrzebowanie na technologie kosmiczne rośnie wraz z potrzebami w zakresie łączności, obserwacji Ziemi, meteorologii czy geolokalizacji. Te obszary mają ogromne znaczenie nie tylko dla gospodarki, ale także bezpieczeństwa kraju, co pokazały doświadczenia z wojny w Ukrainie. W ostatnich latach szybko rośnie również liczba satelitów wykorzystywanych do tych celów.
– Popatrzmy na rozwój sieci satelitarnej Starlink – w 2022 roku składała się z ok. 4 tys. satelitów, dzisiaj jest ich ok. 12 tys. To pokazuje pewien potencjał i potrzeby, a z drugiej strony są firmy, które chcą te potrzeby polskie i europejskie zaspokajać. Część z nich odnosi już spore sukcesy, co budzi nadzieję, że mogą być one powielane, a dzięki temu stworzymy nową gałąź gospodarki, która będzie musiała rosnąć i w którą warto inwestować – mówi Piotr Mierzejewski, tłumacząc rosnące zainteresowanie inwestorów sektorem kosmicznym.
Spółka Thorium Space chce wykorzystać ten moment i planuje debiut na rynku NewConnect. W ostatnich miesiącach pozyskała od inwestorów blisko 34 mln zł z emisji akcji serii H i I, a dodatkowo wzmocniła bilans poprzez konwersję 9,1 mln zł pożyczek na akcje. Pozyskany kapitał ma wesprzeć realizację kluczowych projektów i przygotować technologie do komercjalizacji.
– Po pierwsze, obecność na NewConnect daje nam możliwość zapewnienia płynności obrotu akcjami, co było oczekiwaniem naszych inwestorów. Po drugie, nasza firma cały czas się rozwija, więc potrzebujemy i będziemy potrzebować nowego finansowania. Mamy dużo pomysłów, widzimy jasną ścieżkę rozwojową i wierzymy, że uda się ją zrealizować. To nas napędza w drodze na NewConnect. Robimy to z wiarą, że pomoże nam to uzyskać w przyszłości środki na realizację kolejnych pomysłów – mówi prezes Thorium Space.
Źródło: Newseria