Fotowoltaika na dachu i magazyn energii nie zawsze oznaczają, że podczas awarii sieci w domu nadal będzie prąd. Kluczowe jest to, jak instalacja została zaprojektowana i czy posiada odpowiednio skonfigurowane zasilanie awaryjne. Jak wygląda to w praktyce, pokazała sierpniowa awaria w Maryninie w powiecie grodziskim. Zasilania z sieci nie było tam przez ponad 74 godziny, a jeden z domów przez cały ten czas korzystał z energii produkowanej przez instalację PV i zgromadzonej w magazynie.
22 sierpnia o godz. 7:45 w Maryninie zniknęło zasilanie sieciowe. Wróciło dopiero 25 sierpnia o godz. 10:30 – po dokładnie 74 godzinach i 45 minutach. W jednym z domów przerwa w dostawach energii nie oznaczała jednak braku prądu. Instalacja przez cały ten czas pracowała w trybie zasilania awaryjnego, dostarczając energię do domowych urządzeń mimo braku dostępu do sieci.
W domu działało m.in. oświetlenie, lodówki i zamrażarki. Dane z instalacji pokazują również wielokrotne pobory mocy na poziomie 2-3 kW, co może wskazywać na korzystanie z bardziej energochłonnych urządzeń. Jednocześnie mieszkańcy najprawdopodobniej ograniczyli część zużycia – podczas normalnej pracy domu szczytowe zapotrzebowanie dochodzi bowiem do 5-7 kW.
„Kiedy decydowaliśmy się na magazyn energii i zasilanie awaryjne, traktowaliśmy je jako dodatkowe zabezpieczenie. Nie zakładaliśmy, że naprawdę przyjdzie nam funkcjonować bez prądu z sieci przez ponad trzy doby. Dopiero ta awaria pokazała nam, jak takie rozwiązanie sprawdza się w praktyce. W domu przez cały czas mieliśmy energię i mogliśmy korzystać z najważniejszych urządzeń” – mówi Pan Wojciech, właściciel instalacji.
Nie każdy magazyn energii oznacza backup
To jeden z najważniejszych wniosków płynących z tego przypadku. Samo posiadanie modułów fotowoltaicznych i magazynu energii nie gwarantuje zasilania domu po zaniku napięcia w sieci.
Standardowa instalacja PV po wykryciu zaniku napięcia wyłącza się ze względów bezpieczeństwa. Aby mogła nadal zasilać budynek, system musi umożliwiać bezpieczne odseparowanie domowej instalacji od sieci i przejście do pracy wyspowej.
W Maryninie pracuje falownik SolarEdge Home Hub SE10K, pięć magazynów energii o łącznej pojemności 23 kWh, 45 optymalizatorów mocy S500 oraz trójfazowy interfejs zasilania awaryjnego. System został zainstalowany 4 lipca 2025 roku przez firmę EKODOM-OZE. To właśnie odpowiednia konfiguracja całego systemu pozwoliła instalacji kontynuować pracę po zaniku zasilania sieciowego. Dlatego jeśli jednym z powodów zakupu magazynu energii ma być zabezpieczenie domu na wypadek awarii, możliwość pracy w trybie zasilania awaryjnego warto uwzględnić już na etapie projektowania instalacji.
„Magazyny energii kojarzymy przede wszystkim ze zwiększaniem autokonsumpcji i ograniczaniem poboru energii z sieci. Zasilanie awaryjne jest jednak odrębną funkcją, którą trzeba uwzględnić przy projektowaniu systemu. Przypadek z Marynina pokazuje, że odpowiednio dobrana instalacja PV może zapewnić dostęp do energii również podczas wielodniowej awarii. Nie decyduje o tym jednak wyłącznie pojemność baterii – liczy się cały system, produkcja z PV oraz sposób, w jaki mieszkańcy korzystają z energii” – mówi Grzegorz Olechowski, Regional Senior Service Manager Poland w SolarEdge Technologies.
Nie tylko pojemność baterii
Pytanie „na ile godzin wystarczy magazyn energii?” wydaje się naturalne, ale w przypadku systemu współpracującego z fotowoltaiką odpowiedź jest bardziej złożona.
W chwili rozpoczęcia awarii magazyn w Maryninie był naładowany jedynie w 27%. Zanik napięcia nastąpił rano, czyli po całej nocy bez produkcji energii z PV. Mimo to zgromadzona energia nie musiała wystarczyć na kolejne trzy doby. W ciągu dnia fotowoltaika nadal produkowała energię, która była wykorzystywana na bieżące potrzeby domu oraz do ładowania magazynu.
22 sierpnia instalacja PV wyprodukowała 27,8 kWh, przy zużyciu wynoszącym 22,8 kWh. Dzień później było to odpowiednio 25,8 kWh i 25,4 kWh, a 24 sierpnia – 28,5 kWh i 24,5 kWh.
W ciągu trzech dni instalacja wyprodukowała więc łącznie 82,1 kWh energii, podczas gdy zużycie domu wyniosło 72,7 kWh.
Dobre warunki pogodowe sprawiły, że każdego dnia poziom naładowania magazynu dochodził do 100%. Po nocy pozostawało natomiast około 47-50 proc. energii. System PV pracował więc w powtarzającym się cyklu: w ciągu dnia PV pokrywała bieżące zapotrzebowanie i uzupełniała magazyn, a po zachodzie słońca dom korzystał z wcześniej zgromadzonej energii.
To właśnie dlatego nie da się określić czasu pracy systemu awaryjnego wyłącznie na podstawie pojemności baterii. Znaczenie mają również produkcja z PV, pogoda, pora roku i przede wszystkim zużycie energii w domu.
Ile energii zostawić na awarię?
Istotny jest również stan magazynu w momencie, gdy znika zasilanie sieciowe. Użytkownik systemu może określić minimalny poziom energii, który chce pozostawić w baterii jako rezerwę na potrzeby backupu. W przypadku instalacji w Maryninie ustawiono go na zaledwie 5%. Tym razem w momencie rozpoczęcia awarii magazyn miał jeszcze 27% energii.
To pokazuje, że nawet dobrze zaprojektowany system wymaga świadomego zarządzania. Jeżeli dla właściciela priorytetem jest zabezpieczenie domu na wypadek awarii, poziom pozostawianej rezerwy powinien odpowiadać jego potrzebom i temu, jakie urządzenia chce w takiej sytuacji zasilać.
Znaczenie ma również samo zużycie. Im większe zapotrzebowanie domu, tym szybciej magazyn się rozładowuje. Podczas wielogodzinnej czy kilkudniowej awarii rozsądne gospodarowanie energią może więc istotnie wydłużyć czas pracy systemu.
Nie musi to oznaczać rezygnacji ze wszystkich bardziej energochłonnych urządzeń. W Maryninie chwilowe pobory wielokrotnie sięgały 2-3 kW. Dane pokazują jednak, że mieszkańcy korzystali z energii oszczędniej niż zwykle.
Kilka dni pracy bez sieci
Przypadek z Marynina nie był jedynym obserwowanym przez SolarEdge podczas sierpniowych awarii. Firma przyglądała się pracy około dziesięciu systemów z zasilaniem awaryjnym znajdujących się w dotkniętych problemami rejonach. W wielu przypadkach zasilanie sieciowe wróciło w czasie krótszym niż 24 godziny. Trzy obserwowane instalacje pracowały jednak w trybie awaryjnym przez 2-3 dni.
Pełna ocena skali takich przypadków nie była możliwa. Długotrwałe przerwy w dostawach energii mogą bowiem wpływać także na infrastrukturę telekomunikacyjną, przez co działająca instalacja przestaje być widoczna w systemie monitoringu. Tak stało się również w Maryninie. 24 sierpnia o godz. 21:50 utracona została zdalna łączność z instalacją. Sam system PV nadal zasilał dom, jednak przestał przesyłać dane. Prawdopodobną przyczyną były problemy z lokalną siecią komórkową lub dostępem do internetu związane z przedłużającym się brakiem energii w okolicy.
Kilka dni później nastąpił kolejny test. 29 sierpnia o godz. 11:05 zasilanie sieciowe ponownie zniknęło, tym razem do godz. 15:10.
Magazyn nie tylko dla oszczędności
Domowe magazyny energii najczęściej pojawiają się w dyskusji o zwiększaniu autokonsumpcji, ograniczaniu poboru energii z sieci, net-billingu czy taryfach dynamicznych. Długotrwałe awarie pokazują jednak ich drugą rolę – jako elementu zwiększającego odporność energetyczną domu.
Nie oznacza to pełnej niezależności od sieci ani gwarancji, że każda instalacja będzie w stanie pracować przez kilka dni. Przypadek z Marynina był efektem połączenia kilku czynników: odpowiednio zaprojektowanego zasilania awaryjnego, dostępnej pojemności magazynu, produkcji z PV, sprzyjających warunków pogodowych oraz sposobu korzystania z energii przez mieszkańców.
Pokazuje on jednak, że podczas długiej awarii dom nie musi polegać wyłącznie na energii, która znajdowała się w baterii w momencie zaniku napięcia. Jeżeli system został odpowiednio zaprojektowany, fotowoltaika, magazyn energii i zasilanie awaryjne mogą współpracować, pozwalając produkować, magazynować i wykorzystywać własną energię również wtedy, gdy sieć nie działa. A gdy przerwa w dostawie prądu trwa nie godzinę czy dwie, ale kilka dni, ta funkcja nabiera zupełnie innego znaczenia.